niedziela, 28 października 2012

O TABACE SŁÓW KILKA

Po kilku dniach od przyjazdu do Polski zostałam zaproszona na małe przyjęcie. Nie znałam nikogo i właściwie niczego nie oczekiwałam. Nie spodziewałam się, że będzie to dom kaszubski i że pierwsze spotkanie z kaszubską kulturą będzie takie interesujące.
 
 

Już po chwili gospodarz domu wyciągnął jakieś małe pudełeczko i kilku mężczyzn, nie wszyscy Kaszubi, wyciągnęli ręce w jego stronę. A on nasypał im coś na wierzch dłoni, między kciukiem i palcem wskazującym i oni wciągnęli to coś przez nos. A ja zamarłam. Rany świata, gdzie ja trafiłam???????? Przerażenie musiało się odmalować na mojej twarzy, bo panie z tego towarzystwa zaczęły się uśmiechać pod nosem. Jednak kiedy panowie po wciągnięciu zaczęli kichać, to domyśliłam się, o co chodzi.

O zwyczaju wciągania tabaki słyszałam, a raczej czytałam w starych książkach , ale nie wiedziałam, że ten zwyczaj się zachował. A zachował się właśnie na Kaszubach i jest dość popularny.  I jest też legenda z tym związana, inaczej być nie może.
 
Na północy Kaszub żył dobry i wyrozumiały chłop, nikomu nie odmawiał pomocy. To wszystko nie podobało się diabłowi i próbował chłopa na złą drogę sprowadzić, ale ten nie ulegał szatańskim pokusom. Aż w końcu diabeł wpadł na pomysł, jak tu zdobyć duszę poczciwego chłopa. Zamierzał posadzić tytoń, roślinę nieznaną na Kaszubach i w ten sposób zmusić chłopa do kłamstwa, bo wiedział, że nie będzie znał nazwy tej rośliny.
Kiedy tytoń urósł, przechodził tamtędy nasz chłop i diabeł zapytał go, co to za ziele. Chłop wybrnął z sytuacji mówiąc, że zapyta żony i następnego dnia wróci i odpowie. Diabeł zgodził się, ale pod warunkiem, że kiedy wróci i nie będzie znał nazwy, to odda mu swoją duszę.
Chłop wrócił do domu, opowiedział żonie o swoim problemie. Ta pomyślała chwilę, wysmarowała się tłuszczem, obsypała piórami i poszła, gdzie rosła tajemnicza roślina, a potem zaczęła się po niej turlać. Kiedy diabeł to zobaczył, krzyknął, żeby zostawiła w spokoju jego tytoń. W ten sposób chłop poznał nazwę rośliny.
Potem tytoń uschnął i pokruszył się. Kiedy chłop go powąchał, wciągnął troszkę przez nos i zaczął kichać. Tak mu się to spodobało, że pozbierał uschnięty tytoń i w ten sposób zagościła na Kaszubach tabaka.
 
Podobno jeszcze dziś stosuje tę używkę ponad 100 tyś. mieszkańców tego regionu. Wielu, tak jak przed wiekami, znowu zaczęło uprawiać poletka z tytoniem. Wysuszone liście tytoniu trzeba zmielić w pył, zmieszać z suszonymi owocami i licznymi przyprawami, z miętą na przykład. Potem wsypują to do tabakierki zrobionej z rogu i noszą przy sobie.
Tabaka jest elementem regionalnej kultury, tradycją i gestem towarzyskim. Podobno są takie kościoły, gdzie zażywa się tabakę podczas mszy. Ten rytuał rozpoczyna ksiądz z ambony, a wtórują mu wszyscy mężczyźni.
 
 
 
 

czwartek, 25 października 2012

BURSZTYNOWA LEGENDA

Co ma wspólnego nieszczęśliwa miłość z bursztynem? Bardzo dużo!

Jak głosi legenda, bardzo, bardzo dawno temu, władzę na wodami Bałtyku sprawowała córka Króla Mórz, Jurata. Jej mieszkaniem był bursztynowy pałac, a wybrankiem serca rybak. Gdy ojciec królewny dowiedział się o miłości córki do człowieka, z gniewu wzburzył morze i zaczął ciskać piorunami, z których jeden trafił w pałac z bursztynu zabijając dziewczynę. Fale morskie poniosły kawałki bursztynu z rozbitego pałacu, które teraz możemy zbierać na brzegu Bałtyku.... Piękna legenda prawda?
W Juracie na deptaku stoi fontanna z figurą królewny i tablicą, gdzie została opisana ta legenda.
 


 
Jurata to wschodnia część miasta Jastarni, położona na Mierzei Helskiej. Założono ją w 1928 r. i od samego początku stała się miejscem wakacyjnych spotkań elit finansowych, intelektualnych i artystycznych z całego kraju. To tutaj tworzył Wojciech Kossak, a później w tym samym domu mieszkały jego córki, Maria Pawlikowska Jasnorzewska i Magdalena Samozwaniec.






Ta rzeźba znajduje się w pobliżu molo.


Spacerowe molo zostało wybudowane w latach siedemdziesiątych i prowadzi w głąb wyjątkowo płytkiej w tym miejscu Zatoki Puckiej.
 

















Stara, poniemiecka torpedownia.


 
Molo w Juracie jest, moim zdaniem, dość podobne do tego w Sopocie. Ale jest w nim dużo więcej uroku, a przede wszystkim nie jest komercyjne. Panuje tu cisza i spokój, nawet w sezonie.


I jeszcze deptak w Juracie późną jesienią....

sobota, 20 października 2012

POLSKA ZŁOTA JESIEŃ !

Jest tak cudna pogoda, że trudno sie powstrzymać, żeby nie wyjść na spacer. Trudno uwierzyć, że to druga połowa pażdziernika. Jest dużo przyjemniej i cieplej, niż w lipcu...
 
 
Poszłam więc na spacer po gdyńskim porcie i okolicznym parku. Turyści, studenci, ogródki pełne ludzi, a nawet na plaży. Co prawda za zimno na opalanie, ale na leniwe wygrzewanie się w słońcu, czy czytanie ksiązki, pogoda była bardzo udana.
 
Już zapomniałam, jak piękna może być polska złota jesień. Tak kolorowych liści nie widziałam chyba nigdzie indziej! Popatrzcie sami...
 
 
 

































 
 
 
 
 
I oczywiście jeszcze kilka zdjęć Bałtyku skąpanego w pażdziernikowym słońcu...
 
 
 














 

środa, 10 października 2012

KONIEC LATA A W CHAŁUPACH CISZA I SPOKÓJ.

Ostatnio długo nie pisałam, ale to dlatego, że byłam na na południu, na krótkich wakacjach. Teraz znowu wróciłam na Kaszuby i odwiedziłam Chałupy.


Co prawda plaży nudystów nie widziałam, ale za to port mnie zauroczył. Choć to był wrzesień to nikogo tam nie spotkałam. Tylko cisza, spokój i szum fal. Sam port, a może raczej przystań, jest taki malutki, wręcz niezauważalny, ale pełen uroku. A drewniany, huśtający się na wodzie pomost, mnie dostarczył strachu, a moim znajomym śmiechu.
 

Dawniej port rybacki, dziś miejscowość wypoczynkowa z pensjonatami, restauracjami i plażą. Chałupy są częścią Władysławowa i ulubionym miejscem dla surfistów . Dzięki katesurfowi niebo w Chałupach przysłaniają kolorowe latawce.
 

Przeczytałam całkiem niedawno, że w Chałupach odbył się ostatni na Kaszubach "sąd boży".  W 1836 r. pewna samotna wdowa po rybaku została posądzona o czary. Argumenty? Nigdy nie chodziła do kościoła, a na jej kominie siadały czarne kruki. Skazano ją na tzw." próbę wody", co oczywiście zakończyło się jej śmiercią. Stefan Żeromski poświęcił tej postaci jeden rozdział książki "Wiatr od morza".